Test słuchawek Thrustmaster T.Racing Scuderia Ferrari Edition – Zostań Mattią Binotto!

30 lat temu w Oregonie narodziła się marka Thrustmaster, początkowo z joystickami. W 1999 roku została kupiona przez francuską Grupę Guillemot Corporation wraz z firmą Hercules i od tego czasu poszerzyła ona swoje portfolio, dzięki czemu można u nich kupować kierownice, gamepady i zestawy słuchawkowe. Sam jestem szczęśliwym posiadaczem kierownicy T150 Pro od kilku lat, a teraz mam słuchawki o dobrej, długiej nazwie wskazanej w tytule.

Thrustmaster T.Racing Scuderia Ferrari Edition nie tylko wygląda na solidną – taką jest. Pałąk jest metalowy i wyściełany, posiada płynną regulację (wygodną pozycję możemy ustalić za pomocą śruby, którą można obrócić ręcznie). Kubki zawierające głośniki są wykonane z plastiku, ale sprawiają wrażenie dobrej jakości – no i oczywiście piękny lakier i wypukłe logo Ferrari na nich mają sporo sensu. Co prawda cały projekt inspirowany był zestawami słuchawkowymi komunikacyjnymi używanymi w boksach zespołu Formuły 1. Powiedzmy, że w Ferrari nie ma pokrętła regulacji głośności (przynajmniej na zdjęciach, które widziałem), ale może wywołać wrażenie bardzo F1 – widziałem te pokrętła u Christiana Hornera (tak, liczba mnoga jest uzasadniona, bo on nie ma i to nie tylko z jednej strony) ).

Membrana ma średnicę 50 mm, a komfort zapewniają zaskakująco grube poduszki z pianki memory o grubości 25 mm. Po lewej stronie znajduje się mikrofon na elastycznej szyjce, który można odpiąć – w tym przypadku otwór możemy zakryć dołączoną do zestawu gumową zatyczką. Za pomocą osobnego potencjometru na kablu możemy regulować głośność mikrofonu oraz go włączać i wyłączać. Własny kabel może mieć długość nawet półtora metra i kończy się wtykiem TRRS (czyli czterobiegunowym) jack 3,5 mm – dodatkowo przedłuża go rozdzielacz Y przeznaczony do komputerów PC, który rozdziela sygnał na osobne słuchawki stereo i wtyczki mikrofonowe. W pudełku znajduje się również kod, za pomocą którego można aktywować aplikację DTS ListenX na jeden rok dla systemu Windows 10 i Xbox One (co jest wysoce prawdopodobne również w przypadku Xbox Series X).

Na szczęście byłem całkowicie zadowolony nie tylko z wyglądu zewnętrznego, ale także z wnętrza. Thrustmaster w zasadzie wymyślił ten zestaw słuchawkowy do gier, ale ku mojemu zdziwieniu można go również całkiem dobrze używać do słuchania muzyki. Sekret tkwi w obrazie dźwiękowym: choć niskie tony są wyraźnie podkreślone, na szczęście nie kosztem średnich i wysokich tonów – całe spektrum brzmi ładnie i wyraźnie. Jeśli więc potrzebujesz słuchawek DJ-skich i masz w swoim menu EDM lub pokrewne gatunki, możesz pomyśleć także o tym, a nie tylko o Pioneerze czy Numarku. No ale wróćmy do meczów, bo to przecież byłaby jego mocna strona.

Na PC DTS X działa świetnie, zwłaszcza jeśli gra obsługuje go natywnie, jak Elite: Dangerous. Wydaje się niewiarygodne, jak dobrze można odwzorować przestrzeń za pomocą dwóch głośników, ale po krótkiej lekturze wychodzi na jaw brzydota: właśnie ze względu na charakter słuchawek inżynierowie zawsze dokładnie wiedzą, gdzie znajdują się głośniki (dokładnie na naszych uszach), więc pozycja słuchacza jest stała – i łatwiej jest dostosować algorytmy efektu przestrzennego. Nie ma problemu, jeśli nie ma wyraźnej obsługi DTS, w takim przypadku aplikacja próbuje zmiksować dźwięk przestrzenny z wyodrębnionego strumienia dźwięku z całkiem niezłą wydajnością (przynajmniej ja nie miałem problemów z Project Cars 3, F1 2020 i Assassin’s Creed: Początki). Po przeniesieniu na PS4 doskonała jakość dźwięku na szczęście pozostała – a efekt surround w rzeczywistości pozostawiono oprogramowaniu. Ale muszę powiedzieć, że również na tej platformie sprawdziło się dobrze, mogę śmiało umieścić to tutaj. W przypadku Switcha sprawa jest o wiele ciekawsza, bo zdarza się, że twórcy poświęcają odrobinę jakości dźwięku w zamian za odrobinę wydajności – i to słychać tutaj. Oczywiście nie jest to typowe dla wszystkich gier…

Jeśli miałbym wskazać słaby punkt, to może byłby to mikrofon, bo wydawał mi się trochę cichy – ale to też zależy w dużej mierze od karty dźwiękowej/chipu dźwiękowego, do którego go podłączamy, więc nie mogę tego jednoznacznie stwierdzić problem dotyczy T.Racing.

Czy Thrustmaster T.Racing Scuderia Ferrari Edition jest wart około 30-40 tysięcy forintów, o które proszą w momencie pisania tego artykułu? Daje to do myślenia, gdyż urządzeń bezprzewodowych w tym przedziale cenowym jest już kilka, nawet od znanych producentów. Jeśli brak kabli nie jest brany pod uwagę, zdecydowanie należy wziąć pod uwagę czerwonego wybawiciela Thrustmaster, ponieważ za rozsądną cenę otrzymujesz świetne i, co nie mniej ważne, stylowe urządzenie audio.

Prezentowany produkt został dostarczony przez firmę Thrustmaster.

  • Zestaw słuchawkowy

Crash Team Racing Nitro-Fueled szybko wspina się na pierwsze miejsce w sprzedaży w Wielkiej Brytanii

Kierownica 911 Turbo Racing firmy Fanatec

Meet Owen Cox, a passionate gamer with a rich history in the world of gaming. From owning nearly every console since the Atari 2600 to indulging in gaming for over two decades, Owen's love for gaming knows no bounds. With experience in gaming retail, he has had the opportunity to immerse himself in the vibrant gaming community and share his expertise with fellow enthusiasts. Additionally, Owen has worked at Deloitte USI, honing his professional skills in a dynamic environment. Currently, as an Inventory Specialist at Best Buy, he continues to contribute to the ever-evolving landscape of technology and gaming.