Gry Oculus Rift na targach Gamescom

W marcu wreszcie ukazała się finalna wersja Oculus Rift, w kwietniu HTC Vive, a ostatnio do sprzedaży trafiło PlayStation VR. Na tej podstawie można jednoznacznie stwierdzić, że w tym roku rozpoczął się nowy rozdział w dziedzinie wirtualnej rzeczywistości. Kilka tygodni temu rzuciliśmy okiem na niektóre gry PS VR, ale nie było to nasze pierwsze spotkanie z obecnymi przedstawicielami VR: gogle zakładaliśmy także na głowę podczas naszej wizyty w Nemesys Games, a potem na targach gamescom w W sierpniu weszliśmy na stoisko Oculus Rift, gdzie zagraliśmy z GeryG w kilka gier, które również mogliśmy obejrzeć (w czasie, gdy Blade testował Star Trek: Bridge Crew w firmie Ubisoft). W Oculusie skupiliśmy się na kontrolerze Touch, który zostanie wydany w grudniu, więc przyjrzeliśmy się trzem grom, którymi można za jego pomocą sterować.

Wspinaczka

Mniej więcej cztery, pięć lat temu zapoznałem się ze wspinaczką ściankową, którą szybko wchłonąłem w swój świat i do dziś z radością odwiedzam halę wspinaczkową w stolicy. Choć nie mogę uprawiać tego sportu na tak wysokim poziomie jakbym chciał, starałem się spróbować jak najwięcej jego form, dzięki czemu miałem okazję sprawdzić się na prawdziwych skałach we Włoszech, w okolicach malowniczego jeziora Garda. Niewiele przeżyłem doświadczeń tak intensywnych jak powieszenie się na ścianie klifu. Z całego serca polecam każdemu.
Dlatego prawie rok temu z mieszaną radością i sceptycyzmem przeczytałem, że nowa gra Cryteka, The Climb, próbuje odtworzyć moją pasję wirtualnie, oczywiście przy pomocy technologii VR. Wśród gier VR ta została zdecydowanie najlepiej przyjęta jak dotąd, dlatego dla mnie szczególną przyjemnością było wypróbowanie jej na stoisku deweloperów, oprócz Oculusa.

Cel w grze jest zawsze ten sam: wspiąć się na kilkusetmetrową ścianę skalną. Wspinając się, od czasu do czasu zaczepiamy naszą linę o umieszczone pośrednie, właściwie jest to system punktów kontrolnych: jeśli spadniemy, musimy stąd kontynuować drogę w górę. Można się wspinać w wielu bajecznych regionach świata, od tropików po Alpy. Oczywiście na ścianie nie jest nam łatwo nawet w wirtualnej przestrzeni, często musimy skakać na duże odległości. Cóż, oczywiście to tylko gra i tak naprawdę wszystkie sztuczki, które wpędziłyby nawet Ezio Auditore w prawdziwe kłopoty, naprawdę wymagają minimalnego wysiłku. W grze widoczne są tylko dwie nasze dłonie w rękawiczkach (drobna wada urodowa, że ​​wspinanie się po skałach w rękawiczkach jest wysoce niewskazane…), mają one na pasku pasek, który wskazuje naszą siłę chwytu. Nie możemy po prostu rozumować w nieskończoność na krawędzi palca. Ale poza tym w rozgrywce jest stosunkowo mało rzeczywistości, ponieważ wykonujemy ruchy i trzymamy się pod kątem, który jest sprzeczny z prawami fizyki i w rzeczywistości natychmiast byśmy spadli.

Mimo to The Climb jest w stanie zrobić to, czego zupełnie się nie spodziewałem: po kilku minutach przekonać mnie, że naprawdę wspinam się na wysokość setek metrów po skalnej ścianie, która jest nachylona na zewnątrz. Na szczycie każdej drogi znajduje się drewniany taras o powierzchni około 2 m2, z którego możemy się rozglądać. Rzeczywiście, kiedy zdjąłem zestaw słuchawkowy z głowy, przez pierwszą sekundę nie odważyłem się ruszyć, aby nie zejść z nieistniejącego tarasu. Bardziej przekonujących argumentów przemawiających za grą może być kilka.
Jest to oczywiście w dużej mierze zasługa technologii VR, do której sporo wnosi kontroler Oculus Touch. Dość autentycznie imituje ruch i kąt naszych rąk, co w takiej grze jest istotne. Próbowałem już gier VR z kontrolerem DualShock, ale wrażenia są nieporównywalne. Nie wspominając już o tym, że chociaż kalibrujemy się cały czas tylko w jednym pomieszczeniu, robimy to nieprzerwanie przez około kwadrans podczas każdej wspinaczki, co i tak jest z pewnością dość męczące.

Jeśli istnieje gra, którą zdecydowanie warto wypróbować po założeniu gogli VR, jest to The Climb. Nawet jeśli ktoś już wspiął się na skałę i nawet jeśli jeszcze tego nie zrobił. Dla pierwszego, właśnie ze względu na porównanie i zaskakująco intensywne przeżycie, dla drugiego, żeby zobaczyć, czy naprawdę chce się wspinać.
Gerry G

Serce Wilsona

Twisted Pixel tworzył do tej pory głównie gry na konsole Xbox, w tym chociażby strzelankę z dzikiego zachodu The Gunstringer, którą również zaprezentowaliśmy. Jednak ich najnowsze dzieło, oczekiwane na rok 2017, jest już przygotowywane na Oculus Rift i pod względem gatunkowym będzie to pierwszoosobowy psychothriller. Akcja rozgrywa się w latach 40. XX wieku, kiedy nasz główny bohater, Robert Wilson, budzi się w szpitalu, związany i odkrywa, że ​​jego serce zostało poddane operacji i zastąpione gadżetem. Naszym pierwszym zadaniem jest uwolnienie się, w tym celu musimy wyciągnąć gwoździe z kajdanek za pomocą kontrolera Touch. Patrząc w dół, widzimy nasze dłonie i przedramiona, ale nie mamy możliwości swobodnego poruszania się. Jeśli się rozejrzysz, w niektórych miejscach pojawią się widmowe postacie, możesz zmienić swoją pozycję, odwracając się w ich stronę i wciskając przycisk. Na początku jest to dziwne rozwiązanie, ale twórcy zapewne wybrali to po to, aby dokładniej kontrolować historię i uniknąć/zmniejszyć mdłości podczas gry. Na pewno bardzo pomaga to, że nie musimy za bardzo włóczyć się po korytarzach i pokojach, a także to, że twórcy zawsze uderzają nas efektem dźwiękowym w miejscu odpowiadającym ich pierwotnemu pomysłowi. Czarno-biały styl graficzny jest naprawdę świetny, tworząc ponurą atmosferę tła, która pasuje do historii. A sterowanie za pomocą kontrolera Touch oddaje w nasze ręce wiele intuicyjnych rozwiązań – dosłownie – ponieważ naciśnięcie klamki czy otwarcie drzwi szafki odbywa się dokładnie takimi samymi ruchami, jak w prawdziwym życiu. Na podstawie tego, co widzieliśmy, Wilson’s Heart zapowiada się na ciekawą grę przygodową, której demo na Gamescom to tylko wierzchołek góry lodowej oparty na informacjach od twórców, gdyż w miarę rozwoju fabuły struktura na miejscu naszego serca będzie zapewniają nam różne specjalne zdolności. Jako ciekawostkę możemy dodać, że głosu bohaterowi użyczył Peter Weller (był on w 1987 roku Robotem-Gliniarzem), a oprócz niego w grze rolę odegrali także Rosario Dawson i Alfred Molina. Dino

Cewka rip

Jak już pisałem powyżej, spośród gier VR największe wrażenie wywarł na mnie The Climb – także ze względu na moje silne przywiązanie do tematu. Ale nie była to jedyna gra VR, przy której świetnie się bawiłem, która świetnie wykorzystała możliwości Oculus Touch.
Ripcoil został również zaprojektowany od początku dla Oculus Rift i jest w zasadzie trochę frisbee na futurystycznej arenie. Rozgrywka opiera się na najstarszej grze wideo Pong, czyli dwaj gracze muszą rzucać sobie nawzajem bramki za pomocą frisbee, do czego można również wykorzystać ściany areny. Abyśmy nie musieli biegać tam i z powrotem po arenie – a zatem i po pomieszczeniu – musimy przechylać się całym ciałem na bok, a przez to deskorolka naszej postaci (ponieważ unosimy się na niej w gra) leci we właściwym kierunku. Przy okazji, deskorolka! To była jak dotąd jedyna gra VR, w której patrząc w dół, widziałem nie tylko moją rękę lub broń, ale całe ciało. Miało to ogromny wpływ na to doświadczenie i w dużym stopniu przyczyniło się do jego przeżycia.

Nawiasem mówiąc, frisbee należy rzucić dokładnie tak, jak w rzeczywistości, ale klawisz Touch Control musi być wciśnięty w tym samym czasie, tak jakbyś trzymał płaski dysk dwoma palcami. Trzeba to złapać w ten sam sposób. Nie trzeba dodawać, że trochę obawiałem się wcześniej niedokładności gry, że będę musiał jedynie naśladować ruchy, ale tak się nie stało. Po minucie lub dwóch sparaliżowania całkowicie odzyskałem uczucie, jakbym rzeczywiście unosił się na arenie i grał we frisbee z innym graczem. Ponieważ właściwie byłem na imprezie wieloosobowej, moim przeciwnikiem był inny dziennikarz w pokoju obok z innym Oculus Riftem na głowie. Można było dokuczać sobie nawzajem radością ze zdobytej bramki po każdym golu, a nawet werbalnie, bo mogliśmy rozmawiać przez mikrofon i słuchawki wbudowane w zestaw słuchawkowy, i oczywiście mogliśmy śmiać się z kulawizny drugiego.

Grafika Ripcoila również jest w porządku, nie zmienia świata, ale idealnie pasuje do tematu i jak mówiłem, w grze pojawia się całe nasze ciało, co dodatkowo poprawia wrażenia. Studia wciąż testują, do czego może przydać się nowa technologia, i chociaż wiele osób eksperymentuje z gatunkiem horroru, Ripcoil jest doskonałym przykładem tego, jak nawet najprostsze, najzwyklejsze rzeczy mogą zapewnić doskonałą rozrywkę po założeniu zestawu VR.
Gerry G

„South Park: Rearguard in Danger” parodiuje Oculus Rift za pomocą Nosulus Rift

„EVE: Valkyrie” będzie obsługiwać grę typu cross-play pomiędzy PS VR, Oculus Rift i Vive

Aktualizacja „DiRT Rally” do obsługi Oculus Rift. Czy zrobi to również z PlayStation VR?

Oculus Rift otrzyma własny kontroler

Oculus Rift, Morfeusz i Vive VR

Zaprezentowano najnowszą generację Oculus Rift

Oculus Rift sprzedał się w 100 000 egzemplarzy

Sprzedano 85 000 urządzeń Oculus Rift

Facebook przejął Oculus Rift

Oculus Rift w tarapatach?

Wywiad flashowy z Oculus Rift

Już tej wiosny Oculus Quest umożliwi bezprzewodowe granie

an accomplished IT professional with a wealth of experience in the high-tech industry. As the IT Team Lead for Validation and Embedded Software at Qualcomm, he leverages his expertise to drive innovation and ensure optimal performance. With a career spanning over 40 years in Silicon Valley startups and consulting, Henry has been at the forefront of technological advancements. From software engineering to management positions, his diverse skill set has enabled him to navigate the ever-evolving landscape of technology. Currently, as an IT Manager and Web Administrator, Henry continues to contribute his knowledge and expertise to shape the digital future.